(Perrie)
Obudziłam się rano, w ramionach Zayn'a. Chłopak już nie spał, był ubrany.
- Gdzie Lux? - zapytałam.
- Śpi jeszcze.
- Dziękuję ci, za tę noc - pocałowałam czule Malika.
- Nie, to ja tobie dziękuję. - Zee przejechał wargami po mojej szyi, a po mnie przeszły ciarki.
- Która godzina?
- 8. Trochę długo spałaś.
- To Lux jeszcze śpi? - zdziwiłam się - Małe dzieci przecież śpią krótko.
- Ale mała budziła się w nocy, a ja nie miałem serca cię obudzić - uśmiechnął się,
- Kochany jesteś - przytuliłam go.
Usłyszeliśmy płacz. Zayn poszedł do dziewczynki, a ja pobiegłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem. W okolicach szyi i obojczyka, miałam kilka malinek. Wzięłam gorący prysznic. Potem wyszłam z łazienki, owinięta w biały ręcznik. W kuchni zastałam Zayn'a trzymającego Lux na rękach. Wyglądali tak słodko....
- Niestety, nie mam żadnych ubrań dla ciebie... - powiedział.
- Nie szkodzi - uśmiechnęłam się.
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Zee poszedł z małą. Potem wrócił już bez niej. Chłopak złapał mnie za biodra, a ja zwiesiłam się na jego ramionach. Malik pocałował mnie delikatnie. Szczerze mówiąc, to czułam się trochę nie zręcznie. Nie wiem dlaczego...
- Odwieziesz mnie do domu? - zapytałam.
- Tak wcześnie?
- Muszę się przebrać i... Mamy dzisiaj zebranie z dziewczynami z Little Mix - powiedziałam patrząc w jego brązowe oczy - ostatnio je trochę zaniedbuję, no wiesz...
- Wiem - odparł z uśmiechem i pocałował mnie jeszcze.
Pobiegłam na górę, i ubrałam ubrania z wczoraj. Kiedy byłam gotowa, wyszliśmy z chłopakiem. Złapał mnie za rękę.
- Kurwa... - szepnął.
- Co jest?
- Powiem ci w aucie...
Kiedy przeszliśmy te sto metrów do pojazdu, Malik zacisnął ręce na kierownicy i jeszcze raz cicho przeklnął pod nosem.
- Co się stało?
- Jakiś reporter schował się za ogrodzeniem... Jutro nasze zdjęcia będą we wszystkich gazetach.
- Ojjj - powiedziałam.
W milczeniu Zee odwiózł mnie do domu. Tak naprawdę, nie rozumiałam jego złości.
- Zayn, nie złość się... - położyłam rękę na jego ramieniu.
- Nie rozumiesz Pezz... Ja nienawidzę związków na pokaz!
To mnie trochę zabolało.
- Aha, czyli uważasz, że nas związek jest tylko dlatego, żeby promować Little Mix? Ok, może wcześniej tak było, ale teraz? Nie pomyślałeś, że mogę cię kochać! - wybuchnęłam - Myślisz, że sypiam z każdym facetem, który ma ładną buźkę?!
- Pezz, to nie tak...
- A jak?! Daj mi spokój...
Wystrzeliłam z auta i pognałam do domu jak strzała. Nawet nie poczułam, kiedy zaczęłam płakać. Usiadłam na podłodze. Nie miałam na nic siły. Dopiero po kilku minutach pobiegłam sobie coś poszukać w garderobie. Wybrałam wygodne dresy. Padłam na kanapę. Zayn mnie zranił tym, co powiedział... Wybrałam numer do Jade.
- Halo? - odebrała.
- Jade, co robisz? - powiedziałam roztrzęsiona.
- Jestem z Niallem, ale co się stało?
- Przepraszam, nie będę ci przeszkadzać.
- Nie zrób sobie krzywdy, ja zaraz będę.
Rozłączyła się. Sprawdziłam Twittera. Od razu zauważyłam hejty na moją osobę. Jezu, dlaczego one to robią? Zaczęłam znowu płakać. Po pół godzinie, do domu wpadła Jade. Od razu przybiegła do mnie i mocno przytuliła.
- Zayn? - zapytała cicho.
- Zayn...
Powiedziałam jej całą historię. Brunetka nie mogła w to uwierzyć.
- Współczuję ci. Jeszcze musisz udawać, że jesteście razem dla LM...
- Tak, a najgorsze jest to... Że ja z nim spałam... - przyznałam się.
- Cooo?!
Pokiwałam głową.
- O fuck, zaraz się spóźnimy na spotkanie z Leigh i Jesy! - krzyknęła.
- Możesz zadzwonić, żeby przyjechały?
- Pewnie.
Jade wybrała numer do Leigh i Jesy. Zgodziły się. Po kilku minutach, były w moim domu. Opowiedziałam im historię z Zayn'em. One też nie mogły uwierzyć.
- Jestem tak wkurzona, że napisałabym piosenkę... - powiedziałam.
-Nic nam nie stoi na przeszkodzie - odparła Jesy z uśmiechem.
Udało nam się napisać piosenkę pt. "DNA". Może ją jeszcze wydamy. Ale myślę, że jak tak, to szybko stanie się hitem...
(Zayn)
Co ja zrobiłem!? Ale ze mnie palant... Mam ochotę strzelić sobie w łeb. Kiedy wróciłem do domu, walnąłem na łóżko. Przypomniała mi się noc... Nagle zadzwonił mój telefon.
- Co ty odpierdalasz? - usłyszałem głos Nialla.
- Nialler, przyjedźcie z chłopakami...
Po kilku nastu minutach zjawili się Harry, Liam Louis i Niall. Nie wiedziałem co im powiedzieć, Horan im już pewnie wszystko powiedział...
- Jesteś kretynem - rzekł powoli Harry.
- Dokładnie - potwierdził Payne.
- Wiem, jestem palantem, kretynem, chujem, zasrańcem...
- Przestań! - krzyknął Niall.
- Musimy się zastanowić, jak możesz odzyskać Pezz - powiedział Louis.
- Dzięki chłopaki - uśmiechnął się.
- Nie szczerz się, tylko myśl.
Usiedliśmy na kanapie. Było cicho, każdy myślał.
- Może napiszemy dla niej piosenkę? - zaproponował Liam.
- Nie, Perrie nie jest typem dziewczyny, która wraca jak usłyszy jakąś piosenkę dla niej - odparłem.
Wszyscy powróciliśmy do rozmyślań. Pojawiło się dużo pomysłów, ale jeden szczególnie utknął mi w pamięci.
- Słuchajcie, mam pomysł - zacząłem - Mogę ja sam, napisać dla niej piosenkę, potem jak Bruno Mars przytaszczyć fortepian pod jej dom, a potem jej to zagrać, przeprosić, a potem zabrać ją gdzieś na kolację, czy co...
- To się spiesz, z tą piosenką, bo Pezz wiecznie czekać nie będzie - powiedział Niall i wyszli z chłopakami.
Usiadłem przy pianinie. W głowie miałem masę pomysłów. Zacząłem grać smutną melodię. Tekst sam wpadł mi do głowy. Skończyłem ją, około godziny 15. Szybko coś zjadłem. Dla Perrie mogę zrobić wszystko. Nawet przytaszczyć ten cholerny fortepian... Przywiązałem jeden koniec liny do nogi od niego.Drugi koniec, wziąłem w ręce, i zacząłem ciągnąć. Kiedy wyszedłem na ulicę, dużo ludzi się na mnie gapiło. Niektórzy robili zdjęcia. Po kilku godzinach, nareszcie byłem na miejscu. Zmęczony i głodny, ale szczęśliwy. Usiadłem przy instrumencie. Zacząłem grać melodię, którą przedtem wymyśliłem. Co jakiś czas, krzyczałem: "Pezz, kocham cię!". Kiedy skończyłem, dziewczyna wyszła na balkon pod którym grałem. Miała łzy w oczach. Obok niej zaraz pojawiły się Jade, Leigh i Jesy. Blondynka szybko zbiegła na dół, i przytuliła mnie mocno.
- Przepraszam, więcej już tak nigdy nie powiem... - szepnąłem. Nasze czoła lekko zderzyły się ze sobą, i patrzyłem na jej zaszklone, niebieskie oczy.
- Nie, to ja przepraszam, nie potrzebnie się uniosłam...
Wplątałem rękę w jej cudne blond włosy i złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz