piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 6. In magic place

(Zayn)
Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Moja księżniczka mi wybaczyła. Wziąłem u niej zimny prysznic, i zaprosiłem na kolację do mojej ulubionej restauracji. Blondynka prezentowała się nie wyobrażalnie pięknie.
- Dlaczego mi wybaczyłaś? - zapytałem, kiedy wracaliśmy.
- Trudne pytanie... - uśmiechnęła się - bo cie kocham?
- Ja ciebie też - pocałowałem dziewczynę w policzek.
- Gdzie jedziemy? - zapytała, gdyż to ja prowadziłem samochód.
- W magiczne miejsce - uśmiechnąłem się.
Jechaliśmy jechali kilka minut. Kiedy wysiadliśmy, dziewczyna zamarła. Znaczy, w sensie, że była szczęśliwa. Zakryła usta dłonią.
- Podoba ci się? - zapytałem dwudziestolatka.
- Tak... Bardzo....
Byliśmy bowiem w moim ulubionym miejscu, na górze, gdzie był świetny widok na Hollywood nocą.
- Wszystkie laski tu przywozisz? - uśmiechnęła się.
- Tylko te wyjątkowe - pocałowałem ją delikatnie.
Objąłem ją za biodra, a blondynka uwiesiła się mi na ramionach.
- Jak ty to robisz? - zapytałem.
- Ale co?
- Że przy tobie jestem innym człowiekiem... Zamieniam się z Bad Boya, na potulnego baranka, który może dla ciebie zrobić wszystko...
- Urok osobisty - uśmiechnęła się promiennie.
- Pezz, musimy porozmawiać... - zacząłem. Wczoraj miałem jej o tym powiedzieć.
- Tak?
Puściłem dziewczynę.
- Wyjeżdżamy w trasę "Take me Home"...
Nie dałem rady wyczytać emocji z jej twarzy. Była chyba trochę zła, smutna, albo zażenowana...
- Pezz... Powiedz coś, proszę... Nawet nie wiesz, jak mi z tym źle...
- Chcesz mnie zostawić na ponad pół roku?
- Nie chcę ale... Już mamy zabukowane koncerty, a poza tym, będziemy mieli wakacje... Potem zaczynamy pracę do nowego albumu, jeszcze podczas trasy będzie film kręcony...
- Ale ty nie rozumiesz jednego! Za dwa miesiące o mnie zapomnisz, i będzie nas łączył TYLKO Modest. Potem zdradzisz mnie z jakąś fanką, albo z inną laską, która ma dłuższe nogi... - po jej policzku poleciała łza.
- Nie... Nigdy...
- Odwieziesz mnie? - zapytała roztrzęsiona.
- Jeżeli chcesz....
Wsiedliśmy do auta. Panowała grobowa cisza. Kurwa, znowu znowu zjebałem... Jestem mistrzem w tych sprawach...
(Perrie)
Byłam zła na Zayn'a. Rozumiem, fani, itp. Ale ja go znam, i wiem że on mógłby mnie zdradzić. Powiem Niall'owi, albo Liam'owi żeby go pilnowali. Nie chciało mi się z nim gadać. Włączyłam radio. Akurat leciało "Wings". Wiedziałam, że zaraz zacznę ją śpiewać, bo akurat był mój fragment. Jak przypuszczałam, nie mogłam się powstrzymać od śpiewu. Zayn też zaczął śpiewać. Kiedy skończyliśmy, oboje zaczeliśmy się śmiać. Jak dojechaliśmy, Zee powiedział:
- Perrie, obiecuję, że nigdy cię nie zdradzę...
- Napewno?
- Napewno.
Powiesiłam mu się na ramionach, a on położył ręce na moich biodrach. Pocałował mnie lekko.
- Idziemy do ciebie?
- Pfff, zboczeniec...
- Akurat nie miałem "tego" na myśli, i kto tu jest zboczony?
- Ty - odparłam z uśmiechem.
- Ej...
Weszliśmy do domu. Dochodziła już 20. Klapneliśmy na kanapie. Chłopak obejmował mnie ramieniem. Ja się uśmiechnałam. Miałam najlepszego faceta na świecie. I kto by pomyślał, że to dzięki Modest.
- Wy nie macie żadnej trasy? - zapytał po chwili.
- Mamy,ale jeszcze niczego nie ustaliłyśmy...
Nagle zadzwonił mój telefon. Nie chciałam odbierać, ale spojrzałam na wyświetlacz. To była Jade.
- Co tam? - odebrałam.
- Pezz... Mieliśmy z Niall'em wypadek...

1 komentarz: